11.02.2013

Rysunkowy orgazm, czyli o seksie w komiksie

Rysunkowy orgazm, czyli o seksie w komiksie

Jeśli wciąż uważasz, że komiksy są dla dzieci, zaraz zmienisz zdanie. Rysunkowi bohaterowie też lubią seks. I potrafią być bardzo niegrzeczni.

Pamiętam, że był pomięty i oklejony taśmą. Krążył wśród znajomych, przekazywany z rąk do rąk niczym najcenniejszy skarb. Co prawda brakowało w nim kilku stron, ale te najważniejsze – mocno sfatygowane – wciąż trzymały się grzbietu. Dziś wiem, że „Szninkiel” Rosińskiego i Van Hamme’a to jeden z najlepszych komiksów wszech czasów. Wtedy, podobnie jak wszystkich kumpli z podwórka, interesowało mnie przede wszystkim te kilka kadrów, na których ponętna Volga przepowiada przyszłość, przeżywając kosmiczny orgazm... 

Wydany w 1988 roku album nie jest komiksem erotycznym, ale scena seksu z udziałem czarodziejki i jej kochanka była czymś w rodzaju komiksowej inicjacji dla całego pokolenia. Niegrzeczne historyjki z dymkiem pojawiły się jednak dużo, dużo wcześniej.

Komiks w takim kształcie, w jakim znamy go dzisiaj, narodził się na początku XX wieku, przyjmując formę krótkich „pasków”, drukowanych na łamach codziennej prasy. Najpopularniejsze – jak znany również w Polsce „Popeye” – szybko doczekały się swych sprośnych parodii w formie tijuana bibles. Te kilkustronicowe, pełne wulgarnych żartów historyjki cieszyły się dużą popularnością w czasie wielkiego kryzysu i II wojny światowej, mimo że nie ukazywały się w oficjalnym obiegu.

shutterstock 89436553

Prawdziwy boom na odważniejsze komiksy rozpoczął się w latach 50., wraz z wejściem na rynek magazynów dla mężczyzn. Szlaki przecierał „Playboy”, drukujący humorystyczne opowiastki o naiwnych, cycatych blondynkach. Dostępne w księgarniach komiksy nie zawierały wprawdzie scen seksu, ale ponętnych bohaterek i aluzji erotycznych było w nich coraz więcej.

Obrońcy moralności zareagowali błyskawicznie. W 1954 roku do księgarń trafiła książka „Seduction of the Innocent” („Uwiedziona niewinność”) psychiatry Fredrica Werthama, który ostrzegał amerykańskich rodziców przed złem czyhającym na ich dzieci w komiksach. Autor doszukiwał się oznak zgnilizny moralnej nawet w popularnych wśród młodzieży seriach o przygodach superbohaterów. W Wonder Woman, koleżance Supermana, widział opętaną sadomasochistycznymi żądzami lesbijkę, w Batmanie i jego pomocniku Robinie – parę gejów...

Temat trafił do amerykańskiego senatu, a sprawa zakończyła się opracowaniem kodeksu, określającego, co może znaleźć się w komiksach, by mogły trafić do szerokiej dystrybucji. Zakazano m.in. rysowania bohaterek... ze zbyt dużymi biustami oraz prezentowania nagości w jakiejkolwiek formie. Niegrzeczne wydawnictwa wróciły na rynek dopiero pod koniec następnej dekady, wraz z rozkwitem komiksu niezależnego i sukcesami takich twórców jak Robert Crumb, autor „Kota Fritza”.

Kiedy amerykańscy rysownicy walczyli z cenzurą obyczajową, po drugiej stronie oceanu dokazywała już wyprzedzająca rewolucję seksualną francuska Barbarella, otwarta na eksperymenty z kosmitami astronautka. Swoje pierwsze sukcesy odnosił też Włoch Milo Manara. Jego zmysłowe, długonogie heroiny wprowadziły komiks erotyczny na europejskie salony, a takie albumy jak „Klik” z bohaterką sterowaną za pomocą urządzenia pobudzającego żądze czy dużo poważniejsze „Indiańskie lato” o konsekwencjach gwałtu uchodzą dziś za arcydzieła gatunku. Manara do tej pory jest zresztą we Włoszech gwiazdą popkultury. Był ulubieńcem Federico Felliniego, współpracował z Monicą Bellucci.

shutterstock 116510800

W PRL-owskiej Polsce, gdzie komiks uważano za produkt zgniłego kapitalizmu, tak wesoło jak we Włoszech i we Francji nie było. W „Żbikach” i „Klossach” kwestie damsko-męskie uparcie pomijano; w kultowym magazynie „Relax” nazbyt obnażonym postaciom kobiecym... redaktorzy musieli domalowywać staniki. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji za szczyt erotycznego doświadczenia uchodziła lektura komiksu Stefana Weinfelda i Jerzego Wróblewskiego „Figurki z Tilos”, w którym dzielna pani detektyw paradowała w skąpym bikini.

Po 1989 roku niewiele się zmieniło. Na ostrzejsze sceny można było natrafić tylko w komiksach undergroundowych, które nie docierały do masowego odbiorcy, lub w amatorskich, prezentowanych m.in. w fanzinach i na konwentach – większość z tych ostatnich przypominała jednak prymitywne porno, pozbawione walorów artystycznych. Na początku XXI wieku na rynku ukazało się co prawda kilka albumów odważniej traktujących erotykę – humorystyczna „Paula” Piotra Kabulaka i Tomasza Piorunowskiego, fantastyczny „Obywatel w palącej potrzebie” Jerzego Szyłaka i Jacka Michalskiego czy antologia „Piekielne wizje”, inspirowana pełną seksu i przemocy prozą Grahama Mastertona – ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę.

Być może prawdą jest więc stwierdzenie, że komiks erotyczny najlepiej czuje się w duecie z cenzurą obyczajową – kiedy wolno wszystko, nawet seks wydaje się mniej pociągający. W Japonii, gdzie prawo każe zakrywać narządy płciowe w filmach pornograficznych, rysunkowe opowieści o nastolatkach gwałconych przez ośmiornice powstają na skalę masową. I sprzedają się jak świeże bułeczki.

Tomasz Rybczyński

 

PUSZCZAM WODZE FANTAZJI
rozmowa z Ryszardem Dąbrowskim

Skąd u ciebie słabość do komiksów erotycznych?

Cóż – chyba po prostu z zamiłowania do wszelkich udanych artystycznych wizualizacji kobiecości i erotyzmu. Generalnie jednak bardziej interesują mnie komiksy o mniejszym lub większym zacięciu socjologicznym, satyrycznie komentujące realia kulturowe i polityczne – takie właśnie komiksy wymyślam i rysuję przeważnie. Potrafię docenić dobre komiksy erotyczne, najbardziej te z humorystycznym przegięciem, jak dzieła Amerykanina Roberta Crumba. Inne, jak ,,Druunę” Serpieriego, szanuję za rysunkowy artyzm. Trzeba jednak zaznaczyć, że większość tzw. komiksów erotycznych to śmiertelnie poważna tandeta, szmira bez humoru i wizualnego wdzięku – podobnie jest zresztą często w pornografii. Masę tego naprodukowali kiedyś Włosi.

Czym różni się praca nad komiksem erotycznym od pracy nad komiksem „normalnym”?

Trzeba z większą starannością rysować postacie kobiece – one są kluczowe, bo nie wymyślę prochu, jeśli powiem, że komiksy erotyczne powstają dla mężczyzn. Gdy pisze się scenariusz, intrygę-fabułę należy rozwijać, stale odnosząc się do kwestii seksualnych – tak jakby seks był dla bohaterów czymś najważniejszym na świecie. Trzeba po prostu popuszczać wodzę seksualnej fantazji – co jest dość przyjemne.

Dlaczego w Polsce jest tak mało komiksów erotycznych?

Po części dlatego, że w Polsce w ogóle powstaje stosunkowo mało komiksów, nie jesteśmy w tej dziedzinie potęgą. Tradycji komiksu erotycznego brakuje, bo purytański socjalizm PRL-u nie dopuszczał możliwości produkcji takiej ,,burżuazyjnej” fanaberii. Przed wojną wrogiem tego gatunku był z kolei purytanizm katolicki drugiej Rzeczpospolitej. Teraz, gdy w internecie są tony pornografii – komiks jako nośnik już raczej lekko anachroniczny – nie ma szans, by przykuć szerszą uwagę.

RYSZARD DĄBROWSKI
Rysownik, scenarzysta. Autor „Likwidatora”. Dla „Twojego Weekendu” co miesiąc rysuje erotyczny komiks „Kicia robi dym”.

Wykop to Dodaj do:  Naszej-Klasy Dodaj do:  Facebooka

esensa obsessive24 sensomat eropisma

© One Project 2006-2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Twój Weekend jest zarejestrowanym znakiem towarowym.

Design by: W. Majczyk | Redesigned / Coded by: P.Frankowski

Ta strona używa cookie, w celu zbierania anonimowych statystyk. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Używając ciasteczek w ten sposób nigdy nie identyfikujemy tożsamości użytkowników na podstawie informacji przechowywanych w ciasteczkach. Więcej.