31.10.2012

Pornograficzne Stany: Biznes XXX w USA

Pornograficzne Stany: Biznes XXX w USA

Wystawne gale, wielkie gwiazdy... i ból głowy związany z piractwem. Przed wami cała prawda o porno made in USA.

13 miliardów dolarów – tyle pieniędzy generuje branża porno w Stanach Zjednoczonych. Co roku. Robi wrażenie, prawda? Hollywood na swoich superprodukcjach zarabia podobnie. Dane są szacunkowe, bo twórcy filmów dla dorosłych niechętnie pokazują światu księgi rachunkowe. Małe studia nie chwalą się wynikami finansowymi, a duże, jeśli już muszą, rzucają ogólnikami – huczne gale hucznymi galami, ale fiskus nie musi wiedzieć o wszystkim. Tym bardziej, że każdy łata dziury w budżecie, jak może, bo ostatnie lata do najłatwiejszych nie należały. Branża przyjęła dwa silne ciosy. Od kryzysu rozbolała ją szczęka. Od internetowego piractwa aż ją zamroczyło. Czy padnie na deski? A może – jak przewidują niektórzy – podniesie się i odzyska mistrzowski pas?

Centrum amerykańskiego biznesu XXX znajduje się w Los Angeles, w San Fernando Valley, nie bez kozery nazywanej przez miejscowych Porn Valley albo San Pornando Valley. W Dolinie powstaje aż 90 procent amerykańskich filmów dla dorosłych. Swoje siedziby mają tam największe, znane na całym świecie studia, z Wicked Pictures, Evil Angel i Digital Playground na czele. Zatrudniają w sumie ponad 1500 pracowników, którzy dzień w dzień wstają o świcie, by m.in. odpowiednio ubrać, umalować i oświetlić harujących w pocie czoła (dosłownie) aktorki i aktorów. Tu nikt się nie opieprza, bo nie ma na to czasu. Każdego tygodnia Miasto Aniołów wypuszcza w świat ponad 300 klipów wideo!

– Słyszałam, że gdyby z jakiegoś powodu produkcja nagle została wstrzymana, każdy z mieszkańców naszej planety i tak codziennie mógłby oglądać nowe sceny. Do końca życia – mówi Kayden Kross, jedna z najjaśniej obecnie świecących gwiazd amerykańskiego porno.

Orgazm smerfetki
Kilka lat temu największe wytwórnie poczuły się na tyle pewnie, że zaczęły inwestować w swoje filmy niewyobrażalne wcześniej pieniądze. W 2005 roku powstał pierwszy hit za milion dolarów – „Pirates”. Na warunki hollywoodzkie to niewiele, ale w amerykańskiej pornografii koprodukcja Digital Playground oraz Adam & Eve była wydarzeniem bez precedensu. Opłaciło się. „Piraci” zostali obsypani nagrodami, a zysk zachęcił twórców do nakręcenia sequela o ośmiokrotnie wyższym budżecie. Pełna gwiazd (na planie pojawiły się m.in. Jesse Jane, Sasha Grey, Katsuni i Riley Steele) kontynuacja pod tytułem „Stagnetti’s Revenge” także odniosła sukces. Trzeciej części już nie było, a piracki dyptyk do tej pory pozostaje najdroższym erotycznym przedsięwzięciem, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, bo producenci nie chcą obecnie ryzykować aż tak dużych pieniędzy. Wolą postawić na znacznie tańsze (mowa o budżetach rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów), a równie popularne parodie kinowych i telewizyjnych hitów.

To zresztą amerykańska specjalność, prawdziwy fenomen. Na porno jankesi przerabiają wszystko, nie oglądając się na żadne świętości. Biorą na warsztat oscarowe wyciskacze łez („Titanic”), komiksowe adaptacje (m.in. „Batman”, „Spiderman”), popularne sitcomy („Bill Cosby Show”, „Seinfeld”, „Przyjaciele”), tytuły kultowe („Big Lebowsky”, „Pulp Fiction”), a nawet... kreskówki („Simpsonowie”, „Smerfy”). I trudno im się dziwić, bo seks i humor sprzedają się świetnie nawet w czasie kryzysu.

– Parodie trafiają do ludzi, którzy na co dzień nie kupują porno – wyjaśnia w rozmowie z AdultCyberMart Lee Roy Myers, jeden z najbardziej wziętych reżyserów. 

Kogo ma na myśli? Między innymi oddanych fanów oryginalnych filmów, które on i jemu podobni przerabiają na porno-komedie. Zamysł jest prosty – jeśli uwielbiasz „Batmana” i zbierasz wszystko, co jest z nim związane, istnieje duża szansa na to, że kupisz również „Człowieka-Nietoperza” w wersji XXX. To także specyfika Stanów Zjednoczonych, w których zawsze było zapotrzebowanie na produkty kolekcjonerskie.

1198200

Ale ogromną popularność parodii można wytłumaczyć także inaczej...

– Czasami faceci wykorzystują je, by przekonać do oglądania porno swoje dziewczyny – przyznaje Lee Roy Myers. – Łatwiej udawać, że nie chodzi o cały ten seks, tylko o zgrywę, bo przecież na ekranie dzieją się też zabawne rzeczy. 

Branża się śmieje, ale także poważnieje. Z roku na rok coraz większym wzięciem cieszą się produkcje ambitniejsze. Takie jak „Portret dziewczyny do towarzystwa” („Portrait of a Call Girl”) z młodziutką Jessie Andrews (pisaliśmy o niej niedawno w TW) w roli tytułowej. Świetnie nakręcony, mroczny, pełen sadomasochistycznego seksu dramat, bo chyba tak należy go nazwać, zgarnął większość najważniejszych nagród podczas tegorocznej gali AVN Awards. Co znamienne, na DVD został wydany w wersji dwupłytowej – na drugim krążku znalazła się wersja okrojona, pozbawiona najmocniejszych scen.

– Mówcie, co chcecie, ale „Portret...” broni się nawet bez seksu – pisał recenzent Xcritic. – Mało tego. Wypada lepiej niż większość niezależnych produkcji pokazywanych na „normalnych” festiwalach filmowych.

Nie ma siły na internet
Parodie i niskobudżetowe filmy „festiwalowe” mogą być sposobem na przeczekanie kryzysu, ale skutecznej recepty na walkę z wszechobecnym internetowym piractwem wciąż w Dolinie nie wymyślono. Skala problemu? Według statystyk pliki z zawartością pornograficzną to najbardziej pożądany towar w sieci. Straty związane z ich nielegalnym ściąganiem szacowane są na 25 procent wcześniejszych wpływów branży – mowa o miliardach dolarów.

Ali Joone, reżyser oraz założyciel i współwłaściciel wytwórni Digital Playgroud, od początku kariery starał się trzymać rękę na pulsie. Zaczynał w pierwszej połowie lat 90. – produktem flagowym DP były wówczas gry wideo dla dorosłych. Potem z powodzeniem oferował swoim klientom „interaktywne” filmy DVD; za pomocą pilota i prostych poleceń w menu można było wpłynąć na to, co zrobi na ekranie gwiazda porno. Przestał nadążać dopiero za internetem.

– Mamy teraz do czynienia z sytuacją, która przypomina tę z połowy ubiegłego wieku – mówił niedawno w rozmowie z portalem AskMen. – Wielkie studia filmowe, przyzwyczajone do monopolu, nie czuły wówczas potrzeby jakichkolwiek zmian. Nagle pojawił się jednak silny konkurent w postaci bezpłatnej telewizji. Hollywood musiało podnieść jakość swoich filmów, żeby nie zostać z tyłu. 

Koniec końców na rywalizacji skorzystały obie strony – i widzowie. Czy teraz, gdy rywalem jest internet, będzie podobnie?

Niekoniecznie. W specjalnych apelach, coraz częściej zamieszczanych na oryginalnych płytach DVD, popularni aktorzy i aktorki namawiają do płacenia za filmy, a producenci dwoją się i troją, by uatrakcyjnić ofertę i zachęcić potencjalnych klientów do sięgnięcia po portfele, ale...

– Ludzie mają to gdzieś. Chcą wszystkiego za darmo – mówi Steven Hirsch z Vivid. – Wychowaliśmy sobie generację przyzwyczajoną do tego, że dostęp do porno jest bezpłatny. Bardzo trudno zmienić takie nastawienie.

1268598

Zmierzch tytanów?
Próby zarabiania na pornografii w sieci są jednak bez przerwy podejmowane. Niekiedy z niezłym zresztą skutkiem. Wpływy z legalnych (czytaj: płatnych) stron dla dorosłych są w Stanach Zjednoczonych szacowane na 3 miliardy dolarów rocznie. Spory kawałek tego tortu wciąż zgarniają najwięksi gracze. Coraz częściej jednak nie nadążają za amatorami, oferującymi materiały niedopieszczone realizacyjnie, krótsze, pozbawione fabuły i gwiazd oraz zdecydowanie tańsze w produkcji, a mimo to równie atrakcyjne dla odbiorców.

– Nie ukrywam, że to dla nas ogromna konkurencja – przyznaje w rozmowie ze stacją RT America Steve Orenstein z Wicked Pictures. – Zawsze robiliśmy filmy oparte na scenariuszu, historii – to 90 procent naszego katalogu. Wciąż chcemy zapewniać produkt najwyższej jakości osobom, którym na tym zależy, ale próbujemy dostosować się do nowych czasów. 

Problemu z dostosowaniem nie mają natomiast ci, którzy karierę od razu zaczynali w internecie i czują się w nim jak ryby w wodzie. Choć działają z dala od wielkich studiów, w małych firmach, a niekiedy nawet w zaciszu własnych domów, to oni coraz częściej dyktują warunki.

Przykład? Joanna Angel. Filigranowa buntowniczka Z Nowego Jorku kilka lat temu wpadła na pomysł założenia strony z alternatywnym, niezależnym porno. Trafiła w dziesiątkę. Bezpruderyjne, wytatuowane od stóp do głów rockowe dziewczyny są dzisiaj hitem (nie tylko) sieci, a amerykańska stacja CNBC w 2011 roku uznała Angel za jedną z dwunastu najpopularniejszych gwiazd porno.

Nękany przez kryzys i internetowe piractwo amerykański biznes dla dorosłych wciąż wychodzi na swoje. Bossowie największych wytwórni zdają sobie jednak sprawę z tego, że same zyski ze sprzedaży płyt DVD już nie zapełnią ich kont bankowych. Szansy na przetrwanie upatrują więc w tzw. wartości dodanej. Stąd pomysły na profesjonalne systemy do uprawiania wirtualnego seksu czy efektowne pokazy porno na żywo (na wzór koncertów rockowych). Czy sprawdzą się w rywalizacji z piratami? Czas pokaże. 

Tomasz Rybczyński

 

GALERIA ZDJĘĆ PORNOFGRAFICZNE STANY

Wykop to Dodaj do:  Naszej-Klasy Dodaj do:  Facebooka

esensa obsessive24 sensomat eropisma

© One Project 2006-2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Twój Weekend jest zarejestrowanym znakiem towarowym.

Design by: W. Majczyk | Redesigned / Coded by: P.Frankowski

Ta strona używa cookie, w celu zbierania anonimowych statystyk. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Używając ciasteczek w ten sposób nigdy nie identyfikujemy tożsamości użytkowników na podstawie informacji przechowywanych w ciasteczkach. Więcej.